środa, 14 września 2011

PROLOG 2

Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest kochać kogoś, kogo nie powinniśmy kochać ? Jak to jest żyć ze świadomością, że nigdy nie będziecie z tą osobą, mimo iż kochacie się ponad wszystko? Ja zawsze uważałam, że przyjaźń nie wyklucza miłości, ale dziś zmieniłam zdanie. Tam gdzie rodzi się miłość, umiera przyjaźń i to jest straszne…
                Czy zastanawialiście się jak to zahamować ? Ale nie uczucie. Jak zahamować zepsucie przyjaźni ? Jak się zabezpieczyć przed straceniem najważniejszej przyjaźni w życiu, rozwijając miłość. Najgorsze jest to, że nie mam bladego pojęcia, jak to zrobić…
                Nie wiem właściwie co piszę, nie myślę nad tym. Piszę po prostu to, co przychodzi mi do głowy, wystukuje literki na klawiaturze laptopa, nie wiedząc, co z tego wyjdzie. Staram się nie pisać nic głupiego i stawiać zdania w miarę logicznie, ale czuję, że mi to nie wychodzi.
                Moje emocje biorą górę. Zastanawialiście się jak to właściwie jest nie panować nad sobą? Jeśli nie, to polecam się zastanowić. Marna egzystencja…  Nawet nie można wybrać, kogo kochać.  Po prostu zakochujemy się i koniec, przepadło. Od tej pory jesteście w sidłach, z których nie ma wyjścia. Świetnie, prawda ? Tak myślałam, że też chcielibyście mieć taki dylemat. Ale ja nie chcę, chętnie bym go wam oddała.
                „Czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie?” – Mickiewicz to był jednak mądry, tyle lat temu wiedział już, co będę czuła. Czuł to samo. Poetycka dusza ? Haha. No proszę was, nie porównujmy mnie z Mickiewiczem. Przy jego twórczości, moje wiersze to zero. A zerem być nie chcę. A może tak zacząć pisać pamiętnik ? Właściwie to pierwszym słowem tego dokumentu, zaczęłam go pisać. Tylko jak go nazwać ? Nie, nie chłopaka, komputerowy pamiętnik. Nie ludzie, nie zgłupiałam, tak właśnie robią dziewczyny w książkach, bo pamiętnik to przecież nasz przyjaciel. Nazwę Cię może Dżordż, a więc  Drogi Dżordżu…   
Jest ledwie przed północą, powinnam spać, a w zamian tego myślę. I to nie o przeszłości, jak to zazwyczaj się dzieję. Nie myślę też o tym, co będzie dalej. Myślę o dziś, o tym co jest teraz. Jak mogłam do tego wgl. dopuścić ? Obiecałam sobie, że to się nigdy nie wydarzy, a jednak. Jednak, pozwoliłam na to. A teraz siedzę i po prostu płaczę… To nie powinno się wydarzyć. Jest w chuj źle. Powinnam być w ciężkiej depresji, a mój organizm chcę się śmiać, choć poniósł porażkę na każdym froncie. Jestem bezsilna wobec tego uczucia i to mnie przeraża. Jestem niepewna tego, co dziś poczułam po raz pierwszy. I to właśnie przy nim – owocu zakazanym…
Dżordżu, uratuj mnie…
A teraz idę spać, wybacz. Nie czuję się na siłach, by pisać. Nie Dżordżu, błąd. Nie idę spać, nie zasnę. Ale może się lepiej położę, pisanie pogarsza… Do jutra, kocham Cię Dżordż.
Ps. Właściwie to do dzisiaj. Jest. 00:56.