poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Four.


3.Słabość.
                Odrzucenie ze strony rodziców, brak wsparcia, nieudolna próba samobójcza, depresja, autoagresja. Brzmi niczym „Pamiętnik zdesperowanej nastolatki, użalającej się nad sobą”, ale to jest właśnie moje życie.
                Cięcie się to najsilniejsze uzależnienie w moim życiu, ale nie jedyne. Był alkohol, papierosy, chłopaki. Wszystko w małym stopniu, ale jednak to było już uzależnienie, na szczęście z tym udało mi się wygrać. Tak przynajmniej myślę teraz. Z cięciem było trudno, nie mogłam pozbyć się tego nałogu, jednak pewna bardzo bliska mi osoba sprawiła, że potrafiłam sobie radzić z chęcią wrócenia do okaleczania się. Bo żeby z tym wygrać potrzebna jest chęć wygrania, silna wola, ale przede wszystkim wsparcie najbliższej nam osoby.
                Najgorsze jest to, że ty wiesz co jest złe, a co dobre. Wiesz, że nie może tak być. A mimo wszystko nadal w to brniesz. Uzależniasz się na własną prośbę. Na własne żądanie. Wiesz, że jeśli teraz nie przestaniesz, z każdym dniem będzie Ci trudniej. Z każdym dniem coraz bardziej będziesz się uzależniał. Wiesz to wszystko, ale mimo to nadal nie reagujesz. Myślisz, że ty jesteś silny. Że Ciebie to wszystko nie dotyczy. Że będziesz mógł przestać, kiedy tylko zechcesz. Ale tak nie jest. Uzależnić można się naprawdę od wszystkiego. I zawsze działa to tak samo. Nie jesteś żadnym wyjątkiem w tym wypadku.
                Nagle dochodzi do Ciebie, że jesteś uzależniony. Od czegokolwiek. Jesteś za młody, nic Ci nie jest w stanie pomóc. Możesz pomóc sobie tylko sam. Komukolwiek byś nie powiedział, nie pomoże. Większość nawet Ci nie uwierzy. Dziecko, które ma „wszystko”, a tu jest uzależnione od czegoś złego? Nie ma takiej opcji. Przecież inni widzą Cię jako ideał szczęścia. Po co miałbyś sięgać po coś tak nierozważnego. No właśnie. W oczach rodziców jesteś okropnym dzieckiem, są z Tobą same problemy, ale mimo wszystko nie pomyślą, że sięgniesz po alkohol, fajki czy cokolwiek podobnie działającego. Inni, ludzie którzy Cię nie znają, widzą Cię jako osobę przykład szczęśliwego dziecka, oni tym bardziej nie wezmą tego pod uwagę. Nikt nie Bierzę Cię poważnie, jesteś traktowany jako dziecko, chociaż nim już nie jesteś już dawno.
                Wiek nigdy nie świadczy o dojrzałości. Czasem osoby, które z pozoru wydają się być dziećmi, są o wiele dojrzalsze niż reszta. Ale tylko przez to ile przeszły. To nie dzięki błędom nabieramy doświadczenia, ale dzięki temu co dzieję się później. Nie każdy uczy się na błędach. Tylko Ci nieliczni wiedzą, po co popełnia się błędy. I tylko nieliczni mogą zrozumieć, co dzieję się później. Co w nas się zmienia. Co się kształtuję. Wydaję się wam, że ja nic o tym nie mogę wiedzieć, ale jednak wiem.
                Tak, popełniłam wiele błędów. Kiedyś to nie miało znaczenia. Popełniałam błędy, żałowałam, a później popełniałam kolejne, niestety wciąż takie same. Ale teraz jest inaczej. Wyciągnęłam wnioski. Zmieniłam się. Nie wiem czy na lepsze czy na gorsze, ale zmieniłam. To dziecko we mnie, nagle zapragnęło dojrzeć. Zapragnęło być inne, a otoczenie ułatwiło jak tylko mogło. Każdy cios wzmacnia. Kiedy wydaję Ci się, że nie masz siły, zaczynasz walczyć. Nie wiecie pewnie o co. Ale ja wam powiem. To jest walka o siebie. O prawdziwe ja, nie to wymyślone przez innych.
                Odbiegłam trochę od tematu, jak zawsze zresztą. Moje myśli nie są uporządkowane. Ciągle odbiegam od tego, co chcę napisać i piszę o czymś innym. Ale jakie to tak naprawdę ma znaczenie. Przecież czytam to tylko ja, nie właściwie ja tylko piszę, później już tego nie czytam, bo po co. Czyta tylko to jedna osoba. Choć może nie powinna, bo to jak kopalnia wiedzy o mnie. O tym jaka jestem. Zawsze bałam się pokazać jaka jestem naprawdę, bo gdy tylko zaczynałam być sobą, nikt nie rozumiał. Tak właśnie zaczęły się moje problemy. Nigdy nie myślałam o tym żeby się napić, przecież wcale mnie to nie kręciło, ale oni, moje towarzystwo imprezowe owszem. Pili, zawsze. Przez jakiś czas udawało mi się nie ulegać, ale w końcu musiałam. Bałam się. Przecież jeśli chciałam być z nimi, musiałam być taka jak oni. Zawsze obiecywałam sobie, że nigdy nie będę palić, że nie spróbuję. To jest najgorsze. Obiecałam sobie to i nie dotrzymałam słowa. Byłam pod wpływem alkoholu, trzymałam fajkę którejś kumpeli, wtedy coś mnie skusiło, zaczęłam ją palić, nieudolnie, krztusząc się dymem. Później zdarzało się to jeszcze kilka razy w naszej paczce i na imprezach. Jak to wszyscy mówią – dla towarzystwa i takie tam. Bez sensu. Całkiem bez sensu, wciągnęłam się to. Byłam zawieszona pomiędzy używkami, a straceniem przyjaciół, poparcia klasy, zabawy w gronie, które wtedy lubiłam. To było najgłupsze, co mogłam zrobić.
Nie niby nie jestem uzależniona, nie ciągnie mnie do tego. Ale ta cząstka uzależnienia już zawsze będzie we mnie. Im wcześniej zaczynasz, tym gorzej kończysz. Nie ciągnie mnie, ale czasem nie potrafię powiedzieć „Nie, nie chcę”. Alkohol potrafiłam rzucić na jakiś czas. Ale kiedy była impreza, powrotem piłam , a później znów mówiłam, że nie będę. Z fajkami było podobnie. Nie paliłam miesiąc, trzy miesiące, pół roku. Odmawiałam zawsze. Ale później znów nadchodził moment, kiedy nie potrafiłam odmówić. Tak to właśnie jest. Wydaję Ci się, że możesz z tym skończyć, ale tak nie jest. I kiedy już wydawało mi się, że nigdy nie sięgnę po papierosa, nadchodziło jakieś załamanie, chwila nerwów i wtedy znów sięgałam do tego, choć nikt nie nalegał. Marny sposób na tłumienie złości. Szczególnie ciężko było, gdy przestawałam się ciąć, wtedy zapalenie było jedynym sposobem na rozładowanie tego, co  opanowywało mój organizm. Tej pierdolonej złości jaka we mnie narastała.
 Ale nadszedł ten moment, kiedy trzeba powiedzieć „To koniec”. Koniec marnowania sobie zdrowia. Koniec bezsensownych nałogów, używek. Nadszedł czas walczyć o siebie. Zaczynamy rejs od początku, tyle że tym razem – to ja trzymam ster. Czasem wydaję mi się, że moje zdrowie już uległo pogorszeniu. Może przez fajki i alkohol, a może nie. Może po prostu psuję się, bo musi. Ewentualnie mogę być hipochondryczką i po prostu to jakieś urojenie. Może to znak, by skończyć z tym, co niszczy zdrowie.
Gdyby to przeczytał ktoś znający mnie, nie wiem co by pomyślał. Pewnie to, co ja czasem myślę. Psychiczna i niedojrzała nastolatka. Nawet osoba nieznająca mnie pomyślałaby tak samo. Ale osoby znające mnie, powinny to wszystko wiedzieć, a okazuję się, że nie wie nikt. To świadczy o tym, że nie ma jeszcze takiej osoby, która jest godna poznania najmroczniejszych historii mojego życia. Tak, znów zaczynam bredzić. Zdarza mi się to czasem. Może nawet coraz częściej. Zupełnie nie nadaję się do pisania, ale piszę. Może nawet kiedyś komuś to pokażę, a jak na razie wysyłam mu link, żeby przeczytał. Odkrywam przed nim coś, czego nie powinien wiedzieć. Ale wie. On też to czuję. Odkrywa się przede mną. Nie wiem, może to pewnego rodzaju zaufanie sobie. Choć może tego zaufania być nie powinno z żadnej z stron tej znajomości.
                Owszem, uzależnieniom nie ulegają tylko słabi, silni także im ulegają. Ulegają w momencie, kiedy po prostu zwyczajnie nie mają już siły. No więc ulega każdy. Ale tylko silni potrafią z tym walczyć… Skutecznie walczyć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz