PROLOG
Czy zastanawialiście się jak to jest, kiedy w życiu nie spotyka nas nic miłego? Kiedy nawet rodzice są Twoimi wrogami ? Czy myśleliście o tym jak to jest stoczyć się na samo dno ? Jak to jest doprowadzić siebie do ruiny psychicznej ? Jak to jest budzić się ze świadomością, że nadal musicie żyć, choć wcale tego nie chcecie ? Jak to jest mieć nałóg, z którym nie można skończyć ? Gdyby chociaż była na to metoda, jakaś pomoc od innych, odwyk, cokolwiek...Czy mieliście świadomość, że nikt nie jest wam w stanie pomóc? Ja tak właśnie się czuję. Mimo posiadania przyjaciół, czuję się samotna. Dla rodziców stanowię tylko problem. Mój kontakt ze światem coraz bardziej ogranicza się do świata wirtualnego. Do samotności. Do pokoju pełnego "zabawek", którymi można się pociąć. Pełnego muzyki. Pełnego mnie. Bo to mój własny świat. Świat, do którego nikt nie ma wstępu...
Mój pokój nie jest nawet ładny. Ściany niedawno malowane są w większości już brudne i obdrapane. Tu narysowany jakiś kwiatek, tam baletnica, tu odbite ręce, przyklejone płyty CD, tam zdjęcie czy jakiś napis. Nic szczególnego, powiedziałabym, że mój pokój jest dość nieudolnie "udekorowany". Nie jest ani trochę ładny, może nawet jest brzydki, ale nie ważne. Liczy się tylko to, że jest mój. Wszystko w nim robię sama, to czyni go jeszcze bardziej moim. Nie ma w nim porządku, panuje tu bałagan i chaos, ale lubię to. Spędzam w nim całe dni, wieczory. Mogę robić cokolwiek, byleby z niego za często nie wychodzić. Tylko tu jestem bezpieczna...
Nie wiem ,co robię w tym świecie. Mam niby jakiś tam przyjaciół, rodzinę, dom. Ale to nie wystarczy by żyć... To jest istnienie, nie życie... Niby nie jestem sama, ale mimo to jestem samotna...
Nie wiem dzięki czemu jeszcze żyję, co mnie tu trzyma, na tym świecie pełnym nienawiści i zła. Nie, to nie świat tak naprawdę jest zły – to ludzie są tacy. Zastanawialiście kiedyś się nad tym jacy teraz są ludzie ? Tak, żądni zemsty, zawistni, źli i pełni nienawiści. Nienawiść nie prowadzi do niczego dobrego, nigdy. Ale jeszcze gorzej jest, gdy nienawidzisz siebie. Spoglądasz w lustro, ale nie możesz na nie patrzeć. Narcyzm zdecydowanie często występuje w XXI w., ale Tobie to nie grozi, nie możesz na siebie patrzeć, czujesz do siebie nienawiść, niemalże wstręt i odrazę . Widzisz jak bardzo jesteś zły, bo przecież inny niż wszyscy. A teraz inność nie jest dopuszczalna. Musisz być tacy jak wszyscy. Chwilę myślisz o tym, jak wtopić się w tłum. Ale nie. Ty nie chcesz być inny, niż jesteś. Możesz siebie nienawidzić, ale nie zmienisz się dla ludzi, nie warto. Oni i tak Ciebie nie zauważają. Dla nich to ty jesteś szary. Oni są kolorowi, choć są tylko marnymi kopiami. Ty nigdy nie będziesz taki. Zdajesz sobie z tego znakomicie sprawę. Zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie będziesz częścią żadnej społeczności.
Choć chwila. Nie. Stop. Totalne brednie. Przecież jesteś częścią społeczności, choćby rodziny. Nie ważne, że dla rodziny jesteś nikim. Jesteś jej częścią, nic tego nie zmieni. A szkoła, klasa? Tego też jesteś częścią, choć często jakby zbędną. No to może jakiejś grupy, nie wiem, może tanecznej? Nie, zapomnij o tym. Dla tych ludzi też nie jesteś ważny. Tylko czekają, aż się potkniesz. Mniejsza konkurencja. Więc po co jesteśmy częścią czegoś do czego nie pasujemy ? Bezsens. Tak to właśnie jest w życiu. Paradoks goni paradoks.
Życie to teatr, czy kiedykolwiek się nad tym zastanawialiście ? A może to znów tylko moje odczucie ? Sama już nie wiem. XXI w. to dla mnie jakaś bezsensowna sztuka. Wszystko takie sztuczne. Emocje. Czy kiedykolwiek są prawdziwe? A uczucia ? Przecież od razu widać, że połowa z nich jest powierzchowna, bo rodzą się z chęci posiadania. Ale tak nie jest, nigdy nie będzie. Nigdy nie będziecie posiadać drugiej osoby na wyłączność. Bo ona jest wolna. I to nie jest głupi status na facebooku, to prawdziwa wolność, rozumiesz ? Ta osoba, ona może odejść kiedy tylko zechcę. Dzisiaj jest, a jutro jej nie będzie. Gra aktorska naprawdę jest marna. To jakaś komedia, a nie prawdziwa i piękna sztuka. Ale może jednak jest coś prawdziwego w tej sztuce ? Może choćby jeden człowiek na sto nie gra ? Może ten jeden człowiek, może on właśnie kocha. Może kocha nie za coś, lecz pomimo wszystko. Może on budzi się i wie, że za tą osobę oddał by swoje życie ? Może nie chcę jej posiadać, chcę by po prostu była przy nim ? Nie, to chyba jednak absurdalne. Przecież ludzie to materialiści. Liczą się pieniądze. A miłość ? Czy nie to powinno być najważniejsze ? Przecież pieniądze nie dają tak naprawdę szczęścia, choć dużo ułatwiają. Czy miłość jest dla nas ważna ? Czy kiedykolwiek była ? Człowieku zapamiętaj sobie, że tylko prawdziwe uczucia się liczą, nic więcej. Nie myśl o niczym, po prostu pokochaj ludzi, takimi jacy są. Nawet jeśli to totalni idioci, egoiści. Bez uczuć nie żyjesz, jedynie istniejesz.
A marzenia ? Czy one też są ważne ? Nie wiem, na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Ja nie mam marzeń, może tylko jedno. Chcę by mój świat się zmienił. Na lepsze. Nie mogę cofnąć czasu, ale mogę stać się inna. Dobra. Dla siebie. Dla świata. Dla innych.
Czasem chciałabym być sama, żyć tylko dla siebie. Inni ludzie niesamowicie nas ranią. Dlaczego ? Dlaczego oni to robią ? Tak bliscy nam ludzie. Oni psują nam psychikę, a może nie? Może to my na nią działamy destrukcyjnie ? Przecież sami wpadamy w tą pułapkę bez wyjścia. Sami stajemy się źli. Jestem czasem tak bardzo samotna, że nawet ściana wydaję mi się bardziej wrażliwa niż ludzie. Nawet żyletka staję się bardziej czuła. Ona kocha Twoją krew. Wysysa z Ciebie siłę do walki, poddajesz się. Staję się sensem Twojego życia. Tak nie powinno być. Ale to nie od razu się przecież zaczęło. Najpierw byliśmy małymi dzieciakami, niczego nieświadomymi, bez poglądów. Ale dzieciństwo kształtuję naszą psychikę. Ja niekochana przez rodziców, a może nawet i kochana. Skąd mam wiedzieć skoro nigdy tego nie okazywali? No więc ja, to malutkie samotne dziecko jeszcze nie wydoroślałam. Ale mój proces autodestrukcji zaczął się. Odliczamy do dnia, kiedy życie się skończy, Kiedy po prostu zniknę. Moja dusza odejdzie.
Ale ten proces destrukcji ma długą historię. Choć wydaję mi się, że zaczął się tak niedawno, jednym zwykłym zdarzeniem... Ono wszystko zmieniło… Zmieniło mnie… A potem pociągnęło cały szereg zdarzeń, które wpływały na moją psychikę, ale jak to się właściwie zaczęło ? …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz